Jak grać ładniejszy shuffle na perkusji? Co ćwiczyć by bardziej bujało i budować niezależność triolowo - shuffle'ową? Tym razem porcja ćwiczeń na lepszy shuffle. Krótko i na temat, osadzamy strukturę shuffle poprzez konkretne zestawy ćwiczeń - na werblu oraz zestawie perkusyjnym. Zapraszam do lekcji czytanej oraz filmowej.

Bez zbędnego przeciągania, przejdźmy do konkretnych ćwiczeń, a tymczasem lekcja filmowa pod spodem, w której obejrzysz opisywany tu materiał:

ZESTAW ĆWICZEŃ

1.Wychodzimy od werbla, czyli budujemy schemat triolowy, który poprzez akcenty na 1 i 2 triolę przekształcamy w shuffle:

2.Zbudowane na werblu dwójki w pulsacji shuffle przekształcamy w groove (prawa ręką gra na hihacie, z dodaną stopą, a lewa na werblu):

3.Uzupełniamy schemat groovu o środkową triolę, grając w sposób naprzemienny groove (triola druga na 1 i 3 wyciszona do ghosta):

4. Zagęszczamy podział triolowy, grając każdą drugą triolę grupy jako dwie szesnastki (dwójkami, raz lewą, raz prawą):

5.Dodajemy zagęszczenie pierwszej trioli grupy (ręką prawą na hihacie lub ridzie):

6. Wprowadźmy akcenty co 4 triolę (liczone parzyście, co cztery nuty) w podstawowy groove triolowy, aby uzyskać ciekawą polirytmię, tzn. nakładanie się na siebie pulsacji nieparzystej triolowej z parzystą - czwórkową:

7.A teraz klasyczny puls shuffle grany unisono (jedną i drugą ręką w tym samym czasie), z akcentami na werblu na 2 i 4:

8.I nieco uproszczona wersja, likwidujemy ghosta przypadającego na stopę na 1 i 3:

9.Bardzo efektywnym sposobem ćwiczenia jest zamiana regularnej pulsacji (szesnastkowej) na shuffle'ową - tak jakby "rozsunięcie" szesnastek między sobą (1 i drugiej oraz 3 i 4 szesnastki grupy względem siebie, tak jak i figura shuffle posiada "dziurę" na drugą triolę, a pierwsza i trzecia triola są "bliżej" siebie). W ten sposób możemy ćwiczyć na werblu i zestawie wszelkie możliwe kombinacje uderzeń, jak: jedynki, dwójki, paradiddle, itd. Staramy się uderzać w pulsie shuffle (ustaw metronom by wystukiwał figurę shuffle, lub znajdź shuffle shaker na YouTube - albo utwory w pulsie shuffle'owym - i ćwicz do tego):

10. A tutaj groove słynnego polskiego hiciora Andrzeja Zauchy "Byłaś serca biciem" rozpisany na zestaw:

11. A teraz słynny half time shuffle groove z utworu "Rosanna" Toto mistrza Jeffa Porcaro:

12.I ćwiczenie na lepsze osadzenie elementu groovu, w schemacie RLR - hihat / ghost / hihat + dodana stopa:

13.A teraz uproszczona wersja groovu half time shuffle, z dodanym ghostem pomiędzy akcentami - bardzo ładnie bujająca, gdy właściwie ją już osadzimy:

14.Dodajmy do powyższego groovu jednego ghosta więcej w czwartek grupie shuffle na  2i oraz 4i:

15.Kolejna ciekawa figura triolowa, dobrze osadzająca shuffle'owo - triolową rytmikę. Tym razem akcentujemy trzecią triolę grupy:

16.A teraz ćwiczenie time'owe świetnie osadzające pulsację triolową. Omijamy "raz" w takcie, grając drugą i trzecią triolę. Zacznij na werblu (RL oraz LR na zmianę) oraz unisono (floor tom prawą a werbel lewą), ustawiając metronom grający na "raz":

17.I wreszcie na bazie pulscji werblowej zbudujmy groove - hihat lub ride uderza na drugą i trzecią triolę, a stopa i werbel, zamiennie, pierwszą triolę grupy:

Miłej pracy z shuffle oraz triolami! Lekcja filmowa poniżej:

P.O.zdrawiam

Zostaw maila, aby dostawać darmowe materiały i być na bieżąco: DOSTĘP

Jak nastroić perkusję? Przestań się uczyć i szukać sposobów, poczuj to!

O takim sposobie strojenia perkusji myślę, że jeszcze nikt Ci nie powiedział. Mam na myśli sposoby, które mają zwiększyć Twoje "zmysłowe" doznania, tzn. odczucia fizyczne związane ze sposobem odbierania dźwięków, by to co czujesz pozwoliło Ci w sposób naturalny nastroić bębny i to najlepiej jak się da. Tak więc będę Cię zachęcał do pracy własnej, co więcej - pracy na własnym organizmie, własnym ciele, dosłownie - do zupełnie cielesnej pracy z dźwiękiem i emocjami, które oddziałują na ciało. Co to ma wspólnego ze strojeniem perkusji? Więcej niż może nam się wydawać! Bo o ile granie na bębnach to czynność praktyczna, nie teoretyczna (umieć nie znaczy wiedzieć!), o tyle kreowanie swojego brzmienia to również praca własna, proces przez który musimy przejść, bo nikt za nas tego nie zrobi. Uważam że od brzmienia powinno się zaczynać przygodę z graniem, bo jak to mówią mądrzy ludzie: wszystko w życiu robimy dwa razy - pierwszy raz w swojej wyobraźni, a drugi w realu, wcielając w życie to co sobie wymyślimy. Dokładnie tak samo jest z dźwiękiem - najpierw musisz "usłyszeć" to co później możesz chcieć zagrasz, określić jakie brzmienie Ci się podoba, co sprawia że dostajesz gęsiej skórki na ciele, jaki rodzaj dźwięku, pobudzających Cię częstotliwości. I tu właśnie przychodzi moment by świadomie i uważnie zacząć słuchać swojego ciała, reagując na dźwięki perkusji, a to pozwoli zbudować relację brzmienia, które kreujemy w kontekście nas samych, naszej osobowości i tego jacy sensualnie jesteśmy. Zapraszam do oglądania (film) oraz czytania.

Jak reagujemy na dźwięki?

Tym razem lekcja praktyczna, bo zarówno granie, jak i wypracowywane latami brzmienie to głównie praktyka, czyli umiejętności nabyte w procesie aktywnego działania, a to coś dużo więcej niż teorie, opisy, wskazówki (YouTube'owe extra tipy!), itd. Więc przede wszystkim chcę zwrócić Twoją uwagę na to by zacząć uczyć się samodzielnie budować swoje brzmienie - aktywnie przechodzić przez tę drogę w sposób praktyczny, o tym za chwilę. Oczywiście wnikliwa teoria również się przydaje i należy poszukiwać wszelkiej wiedzy na każdy temat w obrębie którego pragniemy się rozwijać, jednak zdecydowanie zachęcam do tego by zacząć od samego siebie i tego jak dźwięki, które słyszymy wpływają na nas samych, tzn. na to co czujemy i gdzie to czujemy.

Jak zatem "wyuczyć" się wrażliwości na dźwięk i świadomości jego oddziaływania? No właśnie, to może zacznijmy od początku...

Jak stroić perkusję by ją dobrze nastroić?

To pytanie zadaje sobie chyba każdy na pewnym etapie perkusyjnego rozwoju. Ja chciałbym jednak odwrócić nieco ów "problem", a tak naprawdę odwrócić naszą uwagę - z tego co "na zewnątrz" do tego co w środku, czyli w nas samych.

Pozwól sobie na chwilę zignorować wszelkie powinności, zasady, nakazy. Pomyśl o sobie jako o pierwszym i najważniejszym odbiorcy swoich dźwięków. Masz prawo być zarówno wykonawcą jak i słuchaczem, nadawcą jak i odbiorcą, masz wreszcie święte prawo do tego by samemu cieszyć się z tego co słyszysz gdy grasz! Tylko pytanie czy dźwięki słyszane działają pozytywnie, czy dają Ci radość słuchową?

Skup się na tym czy dźwięki które słyszysz z instrumentów są dla Ciebie przyjemne, czy uderzany w groovie werbel na 2 i 4 sprawia Ci fizyczną dosłownie radość, czy może jest "bolesny" (po prostu nie stroi tak jak należy). Jeśli Ty będziesz czuć komfort brzmienia swoich instrumentów, istnieje duża szansa że doceni go również Twój odbiorca (czyli słuchacz).

Jak uwrażliwiać się na dźwięk i rozwijać wrażliwość muzyczną?

<ĆWICZENIE PRAKTYCZNE>

Usiądź przy perkusji, werblu, tomie, jakimkolwiek instrumencie perkusyjnym, który akurat masz pod ręką. Zamknij oczy, zrelaksuj się biorąc kilka naprawdę głębokich wdechów i wydechów, wyciszając umysł i rozluźniając ciało (najlepiej w odwrotnej kolejności - najpierw r0zluźnienie fizyczne, później "mentalne" 🙂 ). Uderz teraz w instrument, wykonując pojedyncze uderzenie i staraj się "wchłonąć w siebie" całą pełnię tego pojedynczego dźwięku, który słyszysz. Odcinając się od innych zmysłów (głównie wzrokowego) i rozpraszających informacji z zewnątrz wyostrz swoją uwagę na tym jednym dźwięku, wydobywając go z instrumentu co kilka lub kilkanaście sekund - co słyszysz? Co czujesz? Jak ten dźwięk na Ciebie działa? Jest przyjemny? Nadaj mu jakiś "kształt", może "barwę", postaraj się ustalisz czy ten dźwięk oddziałuje w jakiś sposób na Twoje ciało, postaraj się zlokalizować to ewentualne miejsce, w którym odczuwasz ten dźwięk w swym ciele. Czy daje to przyjemność czy dyskomfort? A teraz w sposób dosłownie losowy wykonaj ruch kluczykiem do strojenia (jeśli wydobywasz dźwięk z bębna a nie talerza) i przekręć go o pół obrotu w prawo lub w lewo, o kolejne pół obrotu... przejdź do następnej śruby i przekręć kluczyk ... to nie musi być "logiczny" zabieg strojenia - po prostu skup się na tym co czujesz i jak reagujesz na dźwięki.

W podobny sposób zintensyfikuj swoją uwagę na brzmienie całego zestawu gdy grasz groove, przejście, solo - odczuj całym sobą te dźwięki i scharakteryzuj ich stopień "satysfakcji" jaką Ci dają, miejsce w ciele gdzie je odczuwasz.

Rozkoszuj się dźwiękami tak często jak tylko siadasz do instrumentu. Wyłapuj też to co Cię drażni, bo to są te sygnały, które dają Ci znać że być może coś jednak nie stroi i może nie zwracałeś do tej pory na to uwagi!

Inspiracje, które budują naszą muzyczną osobowość

Oczywiście nasz obraz idealnego brzmienia kształtujemy na różne sposoby. Najbardziej wydatnym z nich jest po prostu inspiracja muzyką, która na nas działa. Ulubiony artysta, perkusista, ukochana płyta - słuchając ulubionej muzyki i rozkoszując się jej pięknem, w najbardziej naturalny i sugestywny sposób budujemy swój obraz idealnego brzmienia - swój referencyjny odnośnik, do którego później dążymy próbując zabrzmieć w podobny sposób na swoim zestawie.

Proponuję pracować nad selektywnością naszego słuchu - kolejne ćwiczenie praktyczne - tzn. słuchając swojego ulubionego utworu zrób to na kilka sposobów, za każdym razem wsłuchując się w inny instrument, np.:

-wysłuchaj całości zwracając uwagę na brzmienie bębnów całościowo,

-kolejny raz skup się tylko na gitarze basowej,

-a teraz tylko na werblu,

-tylko na partii klawiszy, gitary lub wokalu,

-tylko telarzach,

-itd.

W ten sposób pogłębiamy swą analityczną umiejętność "dostrzegania" dźwięków, osobiście uwielbiam tę sensoryczną zabawę, bo nagle okazuje się że po setnym odtworzeniu kawałka dostrzegam coś czego wcześniej nie wychwyciłem.

Jak stroić perkusję - poradnik praktyczny BONUS

Mam przy tej okazji dla Ciebie prezent - bardzo obszerny E-BOOK na temat strojenia, w którym znajdziesz wiele cennych porad, jakie możesz wcielić w życie gdy już zaczniesz swoją własną przygodę z poszukiwaniem tego idealnego brzmienia.

E-BOOK pobierzesz TUTAJ (zapisując się na listę otrzymasz dużo więcej cennych materiałów za FREE).

Główne składniki muzyki jako element naszej osobowości

Wymyśliłem sobie kiedyś takie porównanie, które bardzo obrazowo i praktycznie pozwala budować spójność osobowości w oparciu o muzykę i jej składniki. Tak jak muzykę budują trzy podstawowe składniki "budulcowe", tzn.:

Rytm / Melodia / Harmonia,

tak i człowieka można w pewnym uogólnieniu określić jako składową trzech cech, tzn.:

Cielesności / Intelektu / Emocji

Zauważmy pewne podobieństwa i zależności, a mianowicie:

-Rytm pobudza nas na poziomie ciała (nazwijmy to tym najbardziej podstawowym ewolucyjnie poziomem),

-Harmonia wpływa na nasze emocje (akordy durowe, molowe, itd.), czyli stymuluje już bardziej złożony ewolucyjnie element naszego jestestwa,

-Melodia to pewna myśl muzyczna, która pobudza nasz umysł logiczny (w pewnym sensie ewolucyjnie najbardziej rozwinięta część naszej osobowości).

Warto dodać do tego jeszcze "prymat ducha nad materią", czyli jeszcze to "coś", co stoi nad wszystkim co wcześniej wymieniłem i kieruje nami nadrzędnie - tak jak i w muzyce jest jeszcze to "coś", co według mojej opinii wymyka się tej matematyce rytmiczno-harmoniczno-melodycznej, czyniąc muzykę czymś wyjątkowym i mimo wszystko nieprzewidywalnym.

No dobrze, ale po co wogóle o tym opowiadam? Po pierwsze by zdać sobie sprawę z tego, że jako istoty kompletne potrzebujemy pewnej równowagi pomiędzy rozwojem cielesnym, emocjonalnym i intelektualnym, a wspomniane wyżej elementy muzyki mogą skutecznie pomagać nam i dopingować do rozwoju tej czy innej sfery (np. potrzebujemy się bardziej pobudzić fizycznie gdy ćwiczymy fizycznie to intensyfikujemy muzykę wysoce rytmiczną, gdy chcemy zadziałać na emocje, posługujemy się bardziej rozwiniętą harmonią, niedosyt intelektualny zaspokoi skomplikowanej faktury melodia).

Po drugie, w kontekście brzmienia również możemy szukać tej pełni, mimo że perkusja to instrument prawie wyłącznie rytmiczny. Jednak harmonia brzmienia to też w pewnym stopniu harmonia. "Melodia" groovu, czyli jakaś struktura dająca poczucie muzycznego tematu. To też buduje naszą muzyczną spójność i - jak wierzę - rozwija osobowość w sposób spójny i tożsamy z muzyką.

Niezbędna wiedza - zawsze warto i trzeba się doszkalać

Dla przypomnienia, poniżej lekcja filmowa z omawianym materiałem. Informacji praktycznych na temat strojenia znajdziesz w internecie sporo (YouTube, fora dyskusyjne, a przede wszystkim nie ograniczone źródło wszelkiej dostępnej w internecie muzyki)

P.O.zdrawiam

 

Jak rozgrzewać się na padzie lub werblu, przygotowując się do gry na zestawie perkusyjnym, czyli co ćwiczyć oraz jak ćwiczyć, by mieć efekty i właściwie rozgrzać ręce? Ilu perkusistów tyle pomysłów, a każdy świadomy trening wydaje się być właściwy, jednak tym razem chcę zainspirować Cię ćwiczeniami podpatrzonymi u Ricka Diora. To wybitny perkusista amerykański i wspaniały edukator, którego sylwetkę chcę Ci przy okazji "przybliżyć", jeśli nie znasz jeszcze tego człowieka. A więc zapraszam do treningu wg. schematu Ricka, który okrasiłem kilkoma swoimi pomysłami, by zinterpretować rozgrzewkę nieco bardziej po swojemu, jednocześnie dając Ci garść inspiracji zza oceanu.

Zanim przejdę do samego treningu rozgrzewkowego warming up (poniżej lekcja filmowa z treningiem), kilka ogólnych zasad, które wg. mnie czynią skuteczną, ale i przyjemną rozgrzewkę - na padzie lub werblu:

1.Trening świadomie zaplanowany, podzielony na etapy - poszczególne części, budujące efektywną rozgrzewkę rąk,

2.Trening zróżnicowany, obfitujący w różne grupy ćwiczeń (koordynacja, timing, dynamika, rytmika, praca na wybranych technikach uderzania, itd.),

3.Pełne skupienie na ćwiczeniach - nie traktujmy rozgrzewki jak mechanicznej i bezdusznej rutyny, mającej zaangażować wyłącznie nasze mięśnie. Bez udziału umysłu (koncentracja) oraz serca (emocje), rozgrzewka nie przygotuje nas właściwie, czyli w pełni do pracy na całym zestawie perkusyjnym, a wykonywane "rytuały" będą miały co najwyżej znamiona rutynowego rzemiosła, a nie sztuki, którą przecież jest muzyka jaką tworzymy (lub współtworzymy jako perkusiści).

4.Cięższe pałki do ćwiczeń rozgrzewkowych (wg. zaleceń niektórych perkusistów, m.in. Ricka Diora).

No dobrze, TUTAJ nagranie filmowe lekcji.

 

A teraz do rzeczy! Polecam zainteresować się tym oto człowiekiem - Rick Dior, wybitny perkusista oraz edukator amerykański! Muzyk równie wyśmienity co i skromny - ten człowiek nie jest medialny jak najbardziej znani pałkerzy widywani w social mediach, nie ma takiej siły przebicia, ani ambicji by "błyszczeć", natomiast to co potrafi naprawdę wywala z butów! Oscylując w muzyce jazzowo-klasycznej osiągnął absolutne mistrzostwo pod względem techniki, muzykalności i szeroko rozumianego profesjonalizmu (to jak czyta nuty, grając z wybitną swobodą zapiera dech w piersiach!)

 

CZĘŚĆ PRAKTYCZNA

1.Grupy uderzeń

No więc ruszajmy z treningiem rozgrzewkowym! Na początek grupy uderzeń z każdej ręki. Gramy czwórki liczone szesnastkowo i ich wielokrotność, raz prawą raz lewą. Ustaw metronom gęsto, najlepiej szesnastkowo, aby każde uderzenie pokrywało się z uderzeniem metronomu (tempo 50 - 60 BPM maksymalnie na początek):

Zaczynamy grać po cztery uderzenia z każdej ręki. Skup się na tym aby każde uderzenie było tak samo głośnie, nie akcentuj żadnego z nich! Graj każdą sekwencję po dwa razy ( RRRR LLLL RRRR LLLL ...), przechodząc do kolejnej (po 8 uderzeń z każdej ręki, później po 12, po 16 i "z powrotem", malejąco, aż do 4 uderzeń z prawej i z lewej. Ćwicz przez co najmniej 5-10 minut, ewentualnie zwiększając nieco tempo, jednak na tyle wolno by kontrolować każde uderzenie, jego brzmienie i precyzję time'ową (i by nie spinać mięśni rąk).

To samo ćwiczenie potraktujmy teraz triolowo - gramy nie po cztery, ale po trzy uderzenia z każdej ręki (podziel sobie metronom - ćwierćnutę - triolowo, czyli na trzy uderzenia). Ta sama zasada zwiększania i zmniejszania ilości triol z każdej ręki:

2.Grupy uderzeń z akcentami

Teraz skupimy się na dynamice, wprowadzając akcenty (graj je dużo głośniej niż dźwięki nieakcentowane, unosząc możliwie wysoko pałkę przed każdym akcentem, a nuty nieakcentowane grając z niewielkiej odległości od pada / werbla).

Zasada podobna co poprzednio, tzn. zaczynami od dwójek z każdej ręki (liczymy tym razem ósemkowo), zwiększając ilość uderzeń do 4, 6, 8 itd. Powtarzaj każdą sekwencję 2 lub 4 razy, przechodząc do kolejnej. Najpierw akcent na nutę główną taktu:

Powtarzaj ćwiczenie minimum 5 min, by przejść do następnej jego wersji.

A teraz akcent na "i", czyli synkopę taktu i ta sama zasada pracy:

3.Paradiddle z akcentami

Skupmy się teraz na paradiddle pojedynczym pierwszym, akcentując go w różnych miejscach, tzn. na 1, 2, 3 i 4 uderzenie.

Dla przypomnienia, schemat paradiddle'a: RLRR LRLL. Gramy szesnastkowo (metronom ustaw tym razem ćwierćnutowo, tempo maksymalnie 80 BPM na początek). Pierwsze cztery taktu akcentujemy na pierwsze uderzenie paradiddla - pierwszą szesnastkę w grupie, kolejne 4 takty na drugą szesnastkę, następnie na trzecią i wreszcie na czwartą:

Ćwiczenie różnej akcentacji w paradiddlu nie tylko rozwija sprawność dynamiczną i sprawność w posługiwaniu się samym paradiddlem, ale pozwala też skupić się na różnych technikach uderzania, a mianowicie:

-akcentując na "raz" używamy techniki Mollera (ruch wyprowadzamy z przedramienia, przenosząc go na nadgarstek oraz pałkę),

-akcentując na drugą szesnastkę pracujemy bardziej nadgarstkiem w dolnej pozycji (down stroke), używając tzw. tap stroke,

-akcentując trzecią szesnastkę grupy (pierwsze uderzenie z dwójki) ćwiczymy akcent "wybijany", tzw. technikę bounce,

-akcentując czwartą szesnastkę używamy bardziej palców (akcent na drugą dwójkę), czyli doskonalimy technikę finger control.

5.Ćwiczenia rytmiczne

Zbudujmy schemat rytmiczny, na bazie którego będziemy pracować (schemat stworzyłem własny, ale pokażę Ci kilka ćwiczeń, jakie buduje Rick, ogrywając akcenty). Dla uproszczenia potraktuj ćwiczenie dwuetapowo:

- pierwszy etap, łatwiejszy - pierwsze cztery takty (rytmy ćwierćnutowo - ósemkowe),

- drugi etap, trudniejszy - kolejne cztery takty (dolna linijka, ćwiczenia rytmiczne szesnastkowe):

Akcenty gramy na różne sposoby:

  • unisono oburącz (do metronomu!)
  • jako flamy (np. prawa wyprzedza lewą, lewa prawą, lub raz prawa raz lewa gra flama)
  • jedna ręka gra akcenty, druga regularne ósemki - później zamiana rąk
  • jedna ręka gra akcenty, druga regularne szesnastki (odpowiednio wolnej), szesnastki akcentowane ósemkowo - na pierwszą i trzecią - itd.

Wreszcie bardziej kreatywne ćwiczenia! Wypełniamy pulsację szesnastkowo, grając oburącz naprzemiennie szesnastkowo (RLRL ...) przez cały takt i akcentując wybrane miejsca, zgodnie z opisaną w nutach rytmiką (czyli np. w takcie pierwszym:

RLRL RLRL RLRL RLRL (akcent - tłustym drukiem)

Podobnie budujemy schemat dwójkowy, grając akcenty zgodnie z rozpisanymi ćwiczeniami rytmicznymi, czyli dla taktu pierwszego:

RRLL RRLL RRLL RRLL

Proponuję każdy taktu ogrywać osobno, ustawiając najpierw właściwą kolejność rąk (zwłaszcza w schemacie dwójkowym będzie trudniej).

Jeśli masz trudność z zagraniem akcentów w odpowiednich miejscach, skorzystaj z pełnej wersji, rozpisanej szesnastkowo, aby ustawić akcenty najpierw jedynkami, a później dwójkami, zgodnie z kolejnością rąk przypadających na dane miejsce szesnastki w takcie:

Ćwiczenia z akcentami mają wiele wariantów i stanowią świetny element rozgrzewki, a przy tym dają wiele frajdy! Zwłaszcza gdy ćwiczenia te przenosimy później na cały zestaw perkusyjny.

Na zakończenie rozgrzewki nie zapomnij o ćwiczeniach rozciągających ręce, paru głębokich oddechach, ćwiczeniach rozciągających ciało, w tym klatkę piersiową, czy w reszcie o właściwym nawodnieniu organizmu!

Zauważ też jedno - co z resztą praktykuje Rick Dior - warto ćwiczyć na stojąco na ile się  da (czyli ćwicząc na padzie lub werblu), bo jest to dużo zdrowsze dla naszego kręgosłupa!

Miłej pracy i poniżej raz jeszcze lekcja filmowa z opisanymi tutaj ćwiczeniami warming up:

 

 

P.O.zdrawiam

 

Czym kierować się przy wyborze instrumentu? Jaką perkusję kupić na początek, a co zwracać uwagę będąc już bardziej świadomym perkusistą? Wielkość bębnów, rodzaj drewna, sposób konstrukcji, grubość korpusów, producent i w końcu cena - wszystko to wpływa na brzmienie perkusji, podobnie jak rodzaj stopu, technologia obróbki, sposób ręcznego młotkowania talerzy. W praktyce okazuje się jednak, że na ostateczne brzmienie i praktyczną przydatność instrumentów wpływa znacznie więcej czynników, a efekt końcowy zależny jest od jeszcze wielu innych składowych. Zapraszam do artykułu oraz materiału filmowego, w którym opowiadam z własnej perspektywy (czyli subiektywnie) o tym czym kierować się w zakupie instrumentów perkusyjnych i czy lepiej kupić perkusję polską (Polmuz), czy "zagraniczną" oraz "dlaczego to pytanie z założenia jest bezsensowne".

O sprzęcie można by rozmawiać w nieskończoność. Nie jestem zwolennikiem takich dyskusji w tym momencie życia, w czasach "bujnej" młodości uwielbiałem dywagować o firmach perkusyjnych, producentach, rodzajach bębnów, czy talerzy... Dlaczego mi to przeszło? Czyżby dojrzałość? Nie no skąd ... facet i dojrzałość? 🙂 Po prostu z czasem przekonałem się, że szkoda czasu na takie dyskusje, bo zawsze cierpi na tym istota rzeczy, czyli sama muzyka, którą odsuwamy na dalszy plan skupiając się nadmiernie na "etykietach" jakimi są producenci, marki, firmy. Dlatego najkrócej jak potrafię postaram się temat sprzętu omówić kompleksowo i odpowiedzieć na kilka kluczowych pytań, by rozwiać niepotrzebne wątpliwości.

Co wpływa na brzmienie bębnów i talerzy?

Po krótce powiedzmy sobie od czego technicznie zależy brzmienie instrumentów, na których gramy. Zacznijmy od bębnów:

1.Rodzaj drewna, z którego wykonany jest korpus (lub metalu, ewentualnie kompozytu, jeśli korpus jest zbudowany z czegoś innego niż drewno lub metal),

2.Grubość korpusu instrumentu, jego głębokość, obecność lub nie dodatkowych obręczy wewnątrz korpusu (reinforced rings itp.),

3.Krawędź korpusu - jej grubość, stopień ścięcia krawędzi,

4.Średnica bębna oraz głębokość korpusu,

5.Precyzja wykonania instrumentu (równy korpus, idealnie wyszlifowane krawędzie, itd.).

Można by na pewno jeszcze dodać kilka czynników, jak obecność impregnatów, lakieru, okleiny, czas leżakowania drewna, itd. Pominę jednak te szczegóły, żeby się w nich nie zakopać.

Co w przypadku talerzy? Będzie to na pewno:

1.Rodzaj stopu, z którego wykonane są talerze,

2.Sposób obróbki (toczone, kute, itd.),

3.Sposób wykończenia (młotkowanie),

4.Średnica, kształt oraz grubość talerza.

I na tym na razie poprzestańmy, ponieważ użytkowo istnieje jeszcze cały szereg zabiegów, które mogą poprawić późniejsze brzmienie instrumentów. O ile w przypadku talerzy, możemy mówić głównie o podtłumieniu ich (podklejeniu np. taśmą pod spodem talerza), o tym bębny dają już dużo więcej możliwości kreowania brzmienia, a są to:

-rozmaite naciągi, których na rynku jest cała masa, w zależności od brzmienia jakiego oczekujemy,

-zastosowanie tłumików perkusyjnych, których też wybór mamy obecnie ogromny,

-rozmaite sposoby strojenia, zmieniające specyfikę brzmieniową instrumentu radykalnie.

No właśnie, sytuacja wydaje się więc "matematycznie asymetryczna", tzn. załóżmy że posiadamy dwa takie same zestawy bębnów (te same wymiary i rodzaj drewna oraz budowa korpusów) dwóch różnych producentów - A oraz B, które potencjalnie pewnie różnią się brzmieniowo, ale szacunkowo na poziomie może 20%. Ale bębny te uzbrajamy w naciągi, które potrafią zmienić brzmienie instrumentu o - załóżmy - 40% (np. naciągi pojedyncze na tomy typu Remo Ambassador vs podwójne Remo Emperor), do tego sposób na strojenia zmienia brzmienie - załóżmy - na poziomie 50% (dajmy na to wysokie strój "jazzowy" tomów vs niski rockowy, z grubym dołem i długim sustainem). Przyjmijmy do tego jeszcze kilka zabiegów tłumiących, które zmieniają sound o kolejne 10% (wycięcie wysokich alikwotów po założeniu obręczy tłumiących na tomy). Co zatem mówi ta amatorska, ale jakże intuicyjna matematyka?

20% (różnica wynikająca z rodzaju "firmy") vs [ 40% (naciągi) + 50% (strojenie) + 10% (tłumienie) ], czyli:

 20% <<<<<< 100%

Wniosek? Zamiast skupiać się (czyt. tracić czas i nerwy) na rodzaju producenta, dużo lepiej zainwestować starania (+ pieniądze w przypadku kupna dobrych naciągów) w dużo istotniejsze czynniki brzmieniowe, które mają wpływ na ostateczny sound instrumentu!

O czym ważnym nie wspomniałem? O naszych rękach, które także mają decydujący wpływ na brzmienie instrumentu! Ale to już etap wieloletni aby brzmienie świadomie rozwijać w sobie, wraz z muzykalnością i niezbędną ku temu techniką (kolejność wymieniona nieprzypadkowa moim zdaniem).

Jakość musi kosztować. Ale czy na pewno?

Jakość vs cena to kolejny stereotyp. Z jednej strony znane jest nam powiedzenie, że "nie stać nas na tanie rzeczy" (bo tanie szybko się zepsuje, lub i tak wymienimy za jakiś czas na trochę droższe, później na jeszcze droższe itd.).

Z drugiej strony sam wielokrotnie przekonałem się, grając na niezliczonej ilości zestawach perkusyjnych, jeżdżąc na targi muzyczne do Frankfurtu (Musik Messe), czy do USA (NAMM SHOW w Anaheim, Los Angeles), że niekiedy nikomu nieznany zestaw perkusji lub talerzy - lub co gorsza, zupełnie budżetowy - potrafi brzmieć lepiej niż topowy "pewniak". Z czego to może wynikać? Chociażby:

-zawsze można trafić na instrument renomowany z najwyższej półki, ale takie który nie brzmi,

-nieznani producenci starają się zdobyć nowy rynek oferując instrumenty o wyjątkowej jakości za nieporównywalnie mniejsze pieniądze,

-dostępne obecnie technologie pozwalają tworzyć instrumenty dużo precyzyjniej wykonane, więc często świetnie brzmiące nawet w dolnej półce cenowej,

-koszty produkcji w pewnych częściach świata są tak niskie, że pozwalają całkowicie przebić konkurencję, itd.

Tak samo wielokrotnie dziwiło mnie obalanie "mitów" związanych z rodzajem jakością drewna. Posłużę się przykładem zestawu PDP New Yorker jaki kiedyś posiadałem. Instrument zrobiony z topoli brzmiał naprawdę rewelacyjnie, wcale nie gorzej o DW Performance klonowego, jaki wówczas równolegle posiadałem.

Tutaj możesz obejrzeć ciekawy test warunków nagrania w studio Monochrom na zestawie PDP New Yorker, jaki sporządziłem kiedyś dla "Magazynu Perkusista":

Czyli jakieś spekulacje na zasadzie "coś powinno brzmieć lepiej, a coś gorzej, bo..." zupełnie potrafią się nie sprawdzić.

Bębny polskie, japońskie, amerykańskie, chińskie, czy jakie?

I w reszcie ostatnia kwestia o której nie sposób wspomnieć to proces ogólnej globalizacji i centralizacji produkcji, której doświadczamy w każdej dziedzinie życia, kupując chociażby amerykańskiego iPhone'a składanego w Chinach. No właśnie, czyli jaki ten iPhone tak naprawdę jest? Powinien utożsamiać się z krajem produkcji, krajem posiadającym licencję, czy tym do którego trafił do sprzedaży? To samo tyczy się instrumentów. Na świecie istnieją ogromne fabryki produkujące podzespoły perkusyjne dla różnych producentów (korpusy, okucia, hardware, talerze), które różnią się jedynie końcową etykietą, pochodząc często z tej samej fabryki.

Dlatego też nie robi już na mnie żadnego wrażenia napis Made In Indonesia lub Made In China, jeśli jakość produktu wydaje się być wysoka, bo na skupiam się na realnej ocenie otrzymanego towaru, zamiast analizowaniu miejsca pochodzenia instrumentu. W myśl zasady, że wszędzie na świecie można coś spieprzyć lub też zrobić na wysokim poziomie.

Raczej przeciwnie, uspokaja mnie fakt, że nabyty instrument wyprodukowała fabryka (w całości lub jego komponenty), która robi to wiele lat i się na tym zna (np. talerze stworzone w Turcji).

Czyli co wziąć pod uwagę kupując instrument?

W tym momencie podchodzę do kwestii instrumentów zupełnie inaczej po ponad 25 latach grania na perkusji.

Wyeliminowałem prawie całkowicie "sentymenty" jako element decyzyjny przy zakupie takiego czy innego sprzętu, natomiast liczą się dla mnie własności użytkowe + "to coś" co przykuje moją uwagę, wzbudzi zaufanie itd.

W przypadku perkusisty, który rozpoczyna swoją przygodę, bardzo często dochodzi element fascynacji daną muzyką, zespołem, perkusyjnym idolem, więc naturalnym jest to że chcemy grać na bębnach i talerzach firmy X lub Y, bo nasz ulubieniec na takich gra. Ja doskonale to rozumiem, doceniam i sam tak miałem. Oczywiście przekonałem się brutalnie, że brzmienie to przede wszystkim ręce i to była bardzo pouczająca szkoła, dająca mi aktywne zajęcia na wiele intensywnych lat szlifowania rzemiosła.

Natomiast podsumowując, uważam że przy wyborze instrumentu warto zwrócić uwagę na kilka faktów i możliwie każdy z nich wziąć pod uwagę i to wszystko, bez zbędnych filozofii i nadmiernie tworzonych ideologii:

1.Finanse - ile mamy realnie pieniędzy  i ile chcemy zainwestować w instrumenty (aby brzmiały możliwie najlepiej, ale nie zadłużać się do trzeciego pokolenia włącznie),

2.Brzmienie - wybieramy taki instrument, który brzmieniowo najbardziej nam się podoba (ilość testów na YouTube praktycznie każdego sprzętu jest dostateczna),

3.Wymiary instrumentów  oraz ich ilość - stosownie do brzmienia jakie chcemy wydobyć, przydatności w rozbudowaniu zestawu lub ograniczenia go do niezbędnego minimum (np. 2 lub 3 tomy zamiast ośmiu) oraz naszej budowy (jeśli nie jesteś wzrostu koszykarza przemyśl dwa razy zanim wybierzesz 24 calową stopę i głębokie tomy, coś o tym wiem:) ),

4.Bezawaryjność (solidnej konstrukcji hardware, solidnie wykonane gniazda bębnów, które się nie rozsypią, itd.),

5.Aspekt wizualn0-estetyczny - perkusja musi się przecież podobać, a najlepiej podobać też dziewczynom, bo jeśli nie będą zerkać na nas to chociaż na nasze bębny...

6.To "coś" - zakończę szczyptą niedosytu i niewiedzy, bo po wielu latach sam dalej nie wiem co sprawia, że dany instrument od razu wpada mi w oko (i ucho) a inny nie...

Na deser kilka testów moich obecnych bębnów Polmuz oraz talerzy Red Cymbals, na których gram (nie płacą mi za reklamę niestety, a mogliby! 🙂 ).

Polmuz Walnut Drumset:

Red Cymbals Traditional Dark:

Polmuz Birch-3 Drumset:

Werbel Polmuz Walnut 14 x 6,5:

Werbel Polmuz Maple 14 x 8:

 

Czy bębny mogą bardziej pomóc czy zaszkodzić? Czy perkusja jest "zdrowa" i czy nie wyrządzi krzywdy - młodym zwłaszcza - pasjonatom tego niełatwego socjalnie instrumentu? A może stereotyp pełnego wigoru i niespożytej energii perkusisty nie bierze się znikąd? Jakie korzyści niesie za sobą granie na perkusji i na co zwrócić uwagę, zaczynając przygodę z perkusją, lub też świadomie kierując dziecko w stronę tego instrumentu, zanim jeszcze podejmie się nauki i wybierze właściwą szkołę gry na perkusji? Przedstawię kilka swoich obserwacji czynionych na podstawie wieloletnich doświadczeń jako perkusista oraz perkusyjny edukator.

1.Predyspozycje - kto się nadaje

To pytanie pada często z ust zatroskanych rodziców, niedoszłych pasjonatów perkusji, którzy po latach stwierdzają w końcu, że "jeśli nie teraz to już nigdy", czy w reszcie znajomych i krewnych, którzy kibicują młodym adeptom, ale nie do końca zawierzają w potencjał młodego artysty, a niekiedy z prawdziwej troski poddają w wątpliwość tę nową, dziwną pasję, jak też proces jest kształcenia, jakim jest żmudna często nauka gry na perkusji.

Warto spojrzeć na zagadnienie dużo szerzej, co opiszę poniżej, w punkcie drugim, natomiast jednoznacznie stwierdzić, że ktoś może się nie nadawać to tak jakby oskarżyć kogoś w sądzie bez udowodnionych poszlaków i przeprowadzenia procesu...

Jedyną predyspozycją, która jest niezbędna jest - choćby minimalne - wyczucie rytmu, czyli umiejętność do rytmicznego artykułowania dźwięków ze stałym interwałem czasowym. Wrażliwość ogólna na muzykę też oczywiście mile widziana.. 🙂

Kolejne sakramentalne dwa pytania jakie słyszałem od zatroskanych pasjonatów gry na perkusji, lub ich rodziców to: "czy nie za stary by grać?" oraz "czy nie za młody?".

No cóż, jeśli człowiek żyje, oddycha samodzielnie, porusza się o własnych siłach i jest zdolny do choćby minimalnej koncentracji (niekiedy jest to dosłownie umiejętność skupienia uwagi na półminutowych okresach), jest moim zdaniem we właściwym wieku by zacząć przygodę z perkusją, rozpocząć świadomą naukę gry na perkusji i czerpać z tego oczekiwaną radość. Oczywiście metody samej nauki różnicuje się indywidualnie, nie tylko w zależności od wieku, ale też typu osobowości, bo każdy przyswaja inaczej wiedzę i umiejętności - we własnym tempie oraz swoimi "kanałami odbioru i kodowania informacji" (to pojęcie stworzone przeze mnie, więc pewnie nie znajdziesz go w Wikipedii 🙂 ).

Najważniejsze jednak już na samym początku nauki gry na perkusji jest ustalenie celu nauki - krótkoterminowego, długoterminowego, ale świadomie sformułowanego.

 

2.Świadome ustalenie celu nauki

No właśnie, jak to mówią mądrzy tego świata: "wszystko w życiu robimy dwa razy" (a przynajmniej powinniśmy). Zrozumiałem dopiero po latach tę zasadę, a szkoda, bo pozwoliłaby mi ona dużo lepiej zaprojektować swoje życie, uniknąć wielu niepotrzebnych błędów, itd. Ale lepiej coś zrozumieć późno niż wcale! Dlaczego dwa razy? Ponieważ najpierw konstruujemy obraz w swojej wyobraźni, niezależnie od tego czego on dotyczy, by następnie obraz ten zmaterializować, już w realnym świecie, w którym realizujemy swój "plan".

Co może być celem młodego perkusisty? Każdy będzie miał inne oczekiwania, tak jak mamy różne pasje, marzenia, ideały. Dla jednego celem nauki gry na perkusji będzie przełamanie jakiejś bariery, np.: motorycznej, strachu przed instrumentami muzycznymi, wmówionej sobie niezgrabności ruchów, arytmiki, niezborności ruchowej (bo i takie określenie kiedyś usłyszałem od jednego z uczniów), kto inny potrzebuje po prostu się odstresować po ciężkim dniu, wyładować energetycznie, czy emocjonalnie. To znowu ktoś może zamarzyć sobie występ na scenie, celem może być zagranie na perkusji ulubionego kawałka "Metaliki", spróbowania czegoś nowego, poprawy koordynacji, czy koncentracji, bądź po prostu większego zdyscyplinowania młodego człowieka, na którego żadne metody rodzicielskie stają się nie pomagać. Niezależnie od tego w jakim jesteś wieku, jakie doświadczenie perkusyjne już - lub jeszcze nie - zdobyłeś, zawsze wyznaczaj sobie cele. Na początku drogi, a tym bardziej podczas jej trwania, zwłaszcza gdy grasz na bębnach już wiele lat.

3.Jak prowadzić lekcje perkusji

Kolejna obawa wielu młodych perkusistów polega na tym, że nie wiedzą jak to będzie wyglądać. Każdy nauczyciel gry na perkusji ma oczywiście swoje narzędzia, schematy pracy i korzysta z wypracowanych sobie metod oraz materiałów. Niemniej jednak efektywna lekcja, która będzie jednocześnie dawała satysfakcję powinna składać się z kilku niewątpliwych elementów, a mianowicie:

CZĘŚĆ TEORETYCZNA - daje solidne podstawy wiedzy na temat perkusji, technik gry, podstaw muzyki, umiejętności czytania nut, itd.

CZĘŚĆ PRAKTYCZNA - ćwiczenia praktyczne gry na perkusji, które warto także usystematyzować, tak aby móc skupić się na konkretnych zagadnieniach związanych z perkusją i perkusyjnym rozwojem. Część praktyczną dzielimy na wiele "podzespołów", takich jak:

-ćwiczenia werblowe ustawiające pracę rąk (na werblu, na padzie),

-ćwiczenia zestawowe - rozwinięcie ćwiczeń werblowych na cały zestaw perkusyjny, w tym ćwiczenia koordynacyjne (m.in. dodawanie do grających określony schemat rąk nogi lub obu nóg - stopy, hihatu),

-ćwiczenia groove'owe - budowanie podziałów rytmicznych na zestawie (głównie z udziałem: stopy, werbla, hihatu),

-budowanie przejść, wypełnień, w przyszłości solówek perkusyjnych (świadomie konstruowanie schematów, które będą kompatybilne - jak to mawiają w branży IT - z groovem i naszym wewnętrznym imperatywem twórczym (jak z kolej mawiają artyści),

-ćwiczenia rozwijające oraz korygujące: timing (wyczucie rytmu i precyzję czasową gry), koordynację, dynamikę, brzmienie, czytanie nut, itd.

CZĘŚĆ PERFORMATYWNA (play & fun) - element lekcji dający wyjątkowe poczucie satysfakcji, gdy wcześniej nauczone rytmy, przejścia, możemy zagrać z piosenką, nauczyć się konkretnego utworu, stworzyć coś "z niczego". Niesamowicie ważny element lekcji perkusji, o którym warto pamiętać

4.Korzyści z grania na perkusji

No dobrze i teraz w końcu obiecane tytułowo korzyści jakie (moim subiektywnym zdaniem) niesie za sobą granie na perkusji i rozwijanie perkusyjnych umiejętności. W zależności od wieku i indywidualnych predyspozycji (oraz wyznaczonych sobie celów) korzyści te będą się różnić w przypadku różnych osób, ale postaram się je wypunktować najbardziej precyzyjnie i konkretnie jak potrafię. Oto one:

-lepsza koncentracja i skupienie,

-lepsza synchronizacja obu półkul mózgowych,

-poprawa koordynacji i ogólnie rozumianych zdolności motorycznych,

-poprawa poczucia rytmu i rozwój precyzji czasowej (być może także i życiowej punktualności 🙂 ),

-zdrowsze funkcjonowanie na płaszczyźnie psychicznej (pozwala pozbyć się negatywnych emocji),

-zwiększenie energii życiowej (rytm pobudza i nie da się zaprzeczyć temu w żaden sposób),

-poprawa zdrowia i kondycji fizycznej (pod warunkiem, że zadbamy o tę sferę i nie działamy na swoją niekorzyść, np. siedząc przy perkusji niewłaściwie, lub grając z niewłaściwą techniką),

-poprawia parametry zdrowotne organizmu, np. obniżając ciśnienie, a nawet poziom cukru we krwi! (o tym w oddzielnym wpisie bo to temat niezwykle ciekawy),

-poprawia skuteczność pracy oraz zadaniowość (co z korzyścią działa zwłaszcza na najmłodszych adeptów gry na perkusji),

-rozwija kreatywność, wrażliwość muzyczną i multisensoryczność (pozwala wyczulić m.in. słuch czy zmysł dotyku o wzrokowców, itd.),

-pozwala przełamywać własne bariery, lęki w przyjemny sposób (np. lęk przed występem na żywo, bariera przed graniem na instrumencie do muzyki i wiele innych),

-może poprawiać umiejętności "społeczne" i "teamwork", czyli umiejętność integracji w grupie (bo taką rolę spełnia w zespole perkusista, który scala z sobą rytmicznie wszystkie instrumenty),

-zwiększa samoświadomość, pozwalając lepiej poznawać własne ograniczenia i skutecznie je pokonywać,

-oderwanie dzieci i młodzieży (a także dorosłych!) od wszechobecnych smartfonów i innych urządzeń multimedialnych,

-spowalnianie procesów starzenia,

- i wiele, wiele innych zapewne (podziel się własnymi, jeśli jakiś nie podałem).

Poniżej kilka odnośników, artykułów opisujących korzystne działanie grania na perkusji na rozwój człowieka:

https://www.terazmuzyka.pl/Gra-na-perkusji-jest-dobra-dla-zdrowia/
http://lanzar.com.pl/index.php/2020/02/06/dlaczego-warto-sprezentowac-dziecku-perkusje/

https://zdrowie.wprost.pl/profilaktyka-i-leczenie/badania/10279440/jak-gra-na-perkusji-zmienia-mozg.html

https://www.tvp.info/45815450/granie-na-perkusji-zmieniaja-strukture-i-funkcje-mozgu

https://tiny.pl/cx1kd

W materiale filmowym dostępnym powyżej opowiadam dodatkowo o Metodzie Silvy, która jest świetnym narzędziem poprawiającym koncentrację, potencjał twórczy i obniżającym częstotliwość pracy fal mózgowych do tzw. poziomu alfa, w którym umysł staje się dużo bardziej twórczy (obie półkule mózgowe lepiej się synchronizują), a ciało bardziej rozluźnione, co korzystnie wpływa na zdrowie i samopoczucie.

5.Zagrożenia wynikające z bycia perkusistą

No i na sam koniec, dla równowagi - zagrożenia związane z byciem perkusistom, a więc równie krótko i konkretnie:

obiektywnie takowych BRAK! 🙂 to pisałem ja, Paweł Ostrowski, perkusista, obiektywnie subiektywny. 🙂

Natomiast odnośnie ewentualnych "minusów" bycia bębniarzem, obiecuję osobny wpis na ten temat, żeby zachować obiektywizm, a poza tym też musimy zauważać to co nas "boli" jako perkusistów, by - w miarę możliwości - przekuwać tę gorycz w jeszcze większą słodycz...

Jak odnaleźć muzykę w paradiddlach i budować nowe ćwiczenia z ich udziałem?

Tym razem o paradiddlach słów par(adiddl)ę...

PARADIDDLE to schemat znany każdemu perkusiście. Uczymy się ich już na początku swojej przygody z bębnami, najpierw katując się niewygodnymi ćwiczeniami na werbel, w których musimy połączyć dwójki z jedynkami i to na tyle precyzyjnie by nie było słychać kiedy gramy dwójkę a kiedy jedynki … Później przychodzi moment olśnienia! Bo przecież paradiddle genialnie brzmią na zestawie, jako efektowne groove’y, efekciarskie drum fille, jednak warto było obstukać je z każdej strony, by uczynić z paradiddle naprawdę muzykalny pożytek. Warto jednak starać się szukać jeszcze głębiej, dociekać dalszych zależności, szukać zastosowań. Dlatego w tym cyklu chcę pokazać kilka moich ćwiczeń, dzięki którym budujemy swój warsztat techniczny, zwiększając świadomość gry, z udziałem paradiddle, jako uniwersalnych struktur łączących praktycznie 99% tego co potrzebujemy zagrać na zestawie, czyli - jedynki z dwójkami.

Najpierw krótka powtórka, czyli 4 rodzaje paradiddle pojedynczego, w zależności od położenia dwójki względem grupy szesnastkowej:

Paradiddle 1: R L R R   L R  L L   (R- prawa, L- lewa, z ang.)

Paradiddle 2: R L L R   L R L L

Paradiddle 3: R R L R   L R L L

Paradiddle 4: R L R L  L R L R

Figura oczywiście jest symetryczna, więc gramy raz od prawej (4 pierwsze uderzenia) i raz od lewej ręki (kolejne 4).

Już na poziomie elementarnym (werbel, pad) warto zadbać o kilka szczegółów, tzn.:

-Wyrównane brzmienie ( i dynamika!) wszystkich uderzeń paradiddle - by nie dało się wysłyszeć różnic między dwójkami a jedynkami.

-Umiejętność swobodnego grania w różnej dynamice (od cichego bo bardzo głośnego, z włączeniem crescendo i decrescendo - coraz głośniej, coraz ciszej). W tym wypadku dbamy o to by wszystkie uderzenia grane były z tą samą dynamiką (chyba że gramy coraz głośniej i coraz ciszej, np. w obrębie jednego taktu), ale przede wszystkim, gdy zmienia się dynamika to zwracamy uwagę na niezmienny time, czyli równo z metronomem, niezależnie od głośności!

-Warto paradiddle ćwiczyć też na zestawie, na początku na różnych instrumentach, poza werblem ,czyli: tomach, talerzach, by w końcu zacząć budować z nich groove.

Scalanie struktury

Dla mnie paradiddle to także sposób na “wiązanie” materii muzycznej, tzn. pewien sposób myślenia i wypełniania przestrzeni. Jeśli założymy, że najprostszy składnik rytmu, groovu, mówiąc ogólnie - perkusyjnej partii, składa się z uderzeń naprzemiennych (powiedzmy, że jest to “elementarna komórka” organizmu jakim jest groove), wobec tego uderzenia naprzemienne łączymy za pomocą dwójek.

Temat wypełniania dwójkami jest równie obszerny co inspirujący, bo dowolny układ akcentów w takcie możemy wypełnić taką ilością dwójek ile się tylko ”zmieści” pomiędzy akcentowanymi “punktami taktu”,  a tam gdzie się już nie da wstawić jedynki. 

Weźmy dla przykładu taki układ akcentów w takcie:

A teraz zagęszczamy puls do szesnastkowego i tam gdzie znajdowały się pierwotne dźwięki (przykład powyżej) zaakcentujemy, wypełniając tam gdzie się da dwójkami między akcentami.

Zauważ, że przed drugim akcentem (na 2i) musiałem wstawić jedno pojedyncze uderzenie, a reszta szesnastek ładnie układa się dwójkowo pomiędzy akcentami.

Dodatkowo kończymy układem LR, więc kolejny takt wygodnie będzie zacząć od przeciwnej ręki (czyli lewej).

Takie formy, w których dwójek jest więcej niż par jedynek nie nazwiemy już paradiddlem, ale paradiddle diddle lub ich pochodnymi, w każdym razie są to mega przydatne technicznie struktury, którym zajmę się w którymś z kolejnych spotkań.

 

Teraz odniosę się do paradiddle, bo są to w końcu główni bohaterowie tego wpisu.

Spójrzmy na każdy z czterech paradiddle jako na akcenty pojedyncze wypełnione dwójkami w określonych miejscach, mamy więc taki układ ćwiczeń:

PARADIDDLE 1

PARADIDDLE 2

PARADIDDLE 3

PARADIDDLE 4

Zmiana myślenia na wypełnianie dwójkami i ogrywanie tych paradiddle w taki sposób to zupełnie nowe możliwości i świeża perspektywa, jako że mogę np.:

-ogrywać pojedynczo (zamiennie) same akcenty grane jedynkami + pełną wersję paradiddle’ową,

-akcentowane jedynki przenosić na tomy, talerze (ze stopą lub nie), pozostawiając dwójki na werblu - masz już kolejną porcję inspirujących ćwiczeń,

-dwójki przenieść na hihat, akcenty zostawić na werblu (do tego np. dołożyć stopę, kóre wzmocnią siłę akcentowanych szesnastek na werblu),

- wreszcie łączyć z sobą różne rodzaje akcentów (np. po pół taktu samych akcentów z paradiddle 1 i pół taktu z paradiddle 2, po czym w następnym takcie łączyć pełnego paradiddle 1 - też pół taktu - z paradiddlem 2, akcentując werbel w tych samych miejscach co takt wcześniej, bez dodanych dwójek).

Już na tym poziomie zabaw jest wiele i ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Proponuję jeszcze jedną ”zabawę” w tym spotkaniu, tzn. wypełniamy strukturę szesnastkową taktu w taki sposób, aby maksymalnie zaangażować rękę prawą (hihatową), czyli jak najwięcej szesnastek zagrać tą ręką (WYZWANIE 1) oraz w drugim wariancie - jak najbardziej zaangażować rękę werblową, czyli lewą (WYZWANIE 2).

Dodatkowo stawiam sobie jeszcze warunek, aby układy zawierały akcenty na pełną miarę, czyli na 1 2 3 4 w takcie. (Po co tak? aby zbudować z tego wygodny groove)

Jak mogę podejść do tych WYZWAŃ? Wykorzystać po prostu różne rodzaje paradiddle. 

WYZWANIE 1 - mój pomysł na większe zaangażowanie ręki prawej to:

paradiddle 1 (1sza połowa) + paradiddle 2 (2ga połowa):

 

Od razu buduję wersję groove’ową (takt drugi), bardzo wygodną i efektowną, a także efektywną (lewa uderza stosunkowo rzadko i tylko pojedyncze dźwięki więc się nie męczy na werblu oraz w groovie).

WYZWANIE 2 - buduję schemat z użyciem innej kombinacji paradiddle:

paradiddle 2 (1sza połowa) + paradiddle 3 (2ga połowa):

W tym momencie maksymalnie angażuję rękę werblową (np. w celach treningowych słabszej ręki lub po prostu dlatego, że chcę zagrać maksymalnie dużo ghostów w groovie).

I na tej zasadzie mogę budować sobie kolejne interpretacje paradiddle, łączyć ćwiczenia, uzyskując oczekiwany efekt (akcent na werblu tam gdzie chcę, stopę z hihatem w miejscu gdzie chcę - bo mogę sobie wyznaczyć konkretne miejsca taktu gdzie ma być stopa, więc i hihat, a więc ręka prawa - także użytecznych kombinacji mam dużo.

MODA NA PARADIDDLE? Czemu by nie 🙂

 

Prawdopodobnie rozwinę temat paradiddle’owy w moim drum blogu, więc tyle na ten moment, zachęcam do wypróbowania zawartych powyżej ćwiczeń w praktyce.

Jeśli zaciekawił Cię temat paradiddle potraktowanych w bardziej oryginalny sposób to stworzyłem też materiał edukacyjny PARADIDDLE DRUM CHALLENGE, w którym znajdziesz też dużo nowych ćwiczeń.

P.O.zdrawiam

(c.d. warsztatów z Michałem i kilka nowych, ciekawych ćwiczeń)

Kilka nowych ćwiczeń na dwójki od samego Michała Dąbrówki

Ponieważ mam "błogosławieństwo" od samego Michała, aby pokazywać jego ćwiczenia i inspirować wszystkich chętnych nowych wrażeń perkusistów, przytaczam więc kolejny ciekawy zestaw ćwiczeń - a ściślej mówiąc to dwa zestawy i sposoby - tym razem na doskonalenie umiejętności grania dwójek.

Zasada jest prosta - ćwiczmy dwójki świadomie, w sposób "muzyczny", a przy tym na tyle skuteczny, aby za jednym razem "opędzić" wszelkie możliwości, ale do rzeczy i po kolej...

Pierwsza grupa ćwiczeń będzie kontynuacją ćwiczeń jedynkowych z poprzedniego wpisu, tylko granych dwójkami i z użyciem akcentów. A więc ustawiamy sobie stałe tempo metronomu (np. 80 BPM) i gramy różne wartości rytmiczne dwójkami (double stroke roll), zachowując stałe tempo odniesienia (clicka) i świadomie zmieniając grid time'owy, poprzez granie dwójek w różnym pulsie, z dodatkowo wprowadzonymi akcentami na początek taktu.

Wprowadź akcent na początek każdego taktu. Ogrywaj każdą grupę rytmiczną odpowiednio długo, aby dobrze osadzić ją rytmicznie.

Bardzo przyjemnie sprawdzają się układy nieparzyste: triole, kwintole, septymole. Wówczas grając je przez kilka taktów (przez 4 dokładnie) zmieniają nam się ręce akcentujące "na raz" taktu oraz miejsce akcentu (pierwsza lub druga dwójka). Proponuję Ci rozpisać sobie roboczo każdą z wartości rytmicznych z akcentami "na raz".

Drugim kreatywnym ćwiczeniem dwójkowym jest grupowanie uderzeń po kilka, poprzez wprowadzenie akcentu na początek każdej grupy. Gramy wówczas cały czas w jednym tempie - szesnastkowo - dwójkami - a wprowadzone akcenty tworzą nam nową pulsację, która "nakłada się" na zwykłe metrum 4/4:

Grupowanie nieparzyste uderzeń dwójkowych poprzez wprowadzenie akcentu na początek grupy.

A tym wypadku akcent wyznacza początek każdej grupy.

Ćwiczenie możemy to wykonywać na dowolnej liczbie uderzeń w grupie, najlepiej grupie nieparzystej, gdyż wówczas "odwracają się" ręce i mamy wszelkie możliwe kombinacje wystąpienia akcentu w dwójce (na pierwszą dwójkę oraz na drugą, od jednej i od drugiej ręki).

Zacznij od grupy 3 uderzeń, później zwiększ ją do 5, póżniej do 7, itd. Zauważ, że ręce zaczną znów "na raz" całą sekwencję (począwszy od akcentu ręką prawą "na raz") po tylu taktach ile uderzeń mieści grupa, czyli:

  • grupa 3 szesnastkowa po 3 pełnych taktach
  • grupa 5 szesnastkowa po 5ciu
  • grupa 7 szesnastkowa po 7miu taktach.

Zachęcam Cię do rozpisania sobie pokazanych wyżej akcentów (tak aby rozpisać każdy takt i akcenty w odpowiednich miejscach, wówczas ćwiczy się lepiej i bardziej świadomie).

POBIERZ NUTY PDF

a poniżej nagranie filmowe lekcji:

P.O.zdrawiam

Jak ćwiczyć na perkusji by było maksymalnie przyjemnie i najbardziej efektywnie?

Każdy świadomy muzyk zadaje chyba sobie pytanie jak ćwiczyć by wyćwiczyć, jak gospodarować czasem i energią, by efekt pracy nad własnym warsztatem przynosił maksymalne korzyści, więc myślę, że zdecydowanie warto zadawać pytanie "jak" ćwiczyć a nie tylko "co".

Z drugiej strony znamy pewne skrajne przykłady muzycznych wirtuozów, w zasadzie skrajne sposoby podejścia do muzykowania jako takiego - twardy, rygorystyczny trening po X godzin dziennie, codziennie vs po prostu "muzykowanie" z pełnym zaangażowaniem, zanurzenie się w dźwiękach na 100%, dawanie siebie w całości, które zawsze przynosi efekty.

Oczywiście czasy są bezwzględne dla wszystkich i pomimo przesytu informacji, kontentu i dostępnych powszechnie materiałów, wszyscy borykamy się z problemem coraz większej braku czasu, więc ta waluta staje się nam coraz droższa, w miarę jak świat przyspiesza.

Z tego też powodu wielu zadaje sobie pytanie odnośnie efektywności samego treningu, niezależnie od tego czy mamy możliwości by ćwiczyć 10 godzin dziennie, czy wygospodarowanie choćby godziny dziennie graniczy z cudem.

I w tym momencie przychodzi mi na myśl jedno z chińskich określeń na słowo "miłość", wszak darzymy wszyscy jako perkusiści muzykę i perkusję tym uczuciem. Wg. azjatyckiego postrzegania miłość jest po prostu sumą dwóch dóbr, które muszą istnieć nierozłącznie: czasu + uwagi.

W zasadzie na tym mógłbym poprzestać puentując swoje przemyślenia, bo rzecz wydaje się oczywista - robisz coś zbyt krótko to nie będzie efektu, ćwiczysz "na odwal", z myślami odległymi od muzyki, będzie podobnie marny efekt. Co więc w sytuacji gdy któregoś z tych dwóch czynników zaczyna brakować?

Wówczas staramy się "nadrabiać" tym drugim (mniej czasu to większe skupienie, możliwość poświęcenia wielu godzin dziennie, cóż - zawsze kosztem maksymalnej koncentracji, której człowiek też ma ograniczone zasoby w ciągu doby).

Temat jest dużo bardziej ciekawy i różnorodny, więc będę jeszcze wracał do zagadnienia, a tymczasem chcę spuentować jednym ważnym prawem matematycznym. Chińskie pojęcie miłości zdecydowanie określa iloczyn czasu i uwagi, nie sumę, więc pamiętajmy, że jakakolwiek, choćby największa liczba została pomnożona przez zero - zawsze wynik będzie zerowy.

A więc róbmy tyle ile w danym momencie jesteśmy w stanie, maksymalizując jeden lub drugi czynnik, ale nigdy nie zaniedbujmy go na tyle, by zabrakło któregokolwiek z elementów - czasu lub uwagi (skupienia, zaangażowania).

 

Copyright © 2008-2024 Paweł Ostrowski. Wszelkie prawa zastrzeżone!